Niedawno z Andrzejem popełniliśmy pewien test. Jak wiadomo w świecie offroadowym, drążki stabilizacyjne to zło. Często podczas modyfikacji i przygotowań auta do cięższego terenu drążki się usuwa bądź robi wersje rozpinane, jako że bez tylnego (za to z zapiętym przednim) da się jakoś jeździć po czarnym.
Każdy mam nadzieję wie jak ważną rolę pełnią te drążki w czasie jazdy po czarnym i ich usunięcie wcale nie jest pozbyciem się czegoś zbędnego. Jednak chcąc uzdalniać auto terenowo można iść na kompromis w takiej postaci.
Na początek dodam że odradzam tego rodzaju próby na SERYJNYM zawieszeniu. O ile przeżyjecie to położycie auto na bok, tym bardziej jeśli auto jest wyliftowane na budzie i podkładach nad sprężyny...
Jako że w posiadaniu mam już sensowny zestaw do tej próby (sprężyny utwardzające i liftujące h&r + amortyzatory sportowe koni fsd) postanowiłem to sprawdzić w oczekiwaniu jakiś mega wyników!
pierwsze fotki pokazują wykrzyż tylnego mostu z zapiętym stabilizatorem:
Jak widzimy jest śmiesznie mały. O tym dlaczego tak jest napiszę później
Teraz odłączamy drążek i ponowny test:
Tutaj widać różnicę, zasadniczo żadną (3 cm)
Nie ukrywam że mocno rozczarował mnie ten test, spodziewałem się więcej.
Co jest powodem takiej sytuacji? Sorento posiada niestety bardzo krótkie tylne wahacze, które utrudniają takie ruchy. Nie jest to tak wielką przeszkodą jak AMORTYZATORY. Dokładnie tak. Chcąc powiększać taki wykrzyż powinniśmy zamontować jak najdłuższe amortyzatory. W głównej mierze one blokują tutaj dalszy ruch. Każdy wie że dedykowanych dłuższych niż +3 cm nie ma, a te i tak ciężko dostać. Zaraz ktoś wpadnie na pomysł aby takiego amora przedłużać, i owszem dzięki temu przy dużym lifcie będzie pracował w swoim zakresie, jednak jego skok pozostaje bez zmian... Jeśli nie będzie amorów o skoku dłuższym co najmniej o 10 cm możemy zapomnieć o poprawie

A teraz jak się na tym jechało. Szczerze to nie czułem specjalnej różnicy. Wynika to z tego że mam większe, cięższe koła i twarde amory które znacząco poprawiły prowadzenie w zakręcie. Rano wstałem i zamontowałem łączniki na nowo. Stwierdziłem że tak znikoma różnica nie jest warta przyzwyczajania się do prowadzenia auta na nowo i ewentualnych związanych z wychyłem na bok nieprzyjemności. Nie testowałem tego w ciężkim terenie, ale w mojej opinii auto jechałoby tak jak wcześniej...
A teraz kilka fotek dla szpanu
Edit z dnia 28.10.2019
Po namowach postanowiłem dalej zgłębiać ten temat, jak się okazuje chyba słusznie. Pojeździłem trochę więcej bez i już wyraźnie odczuwam różnicę z/bez. Po założeniu amorów koni auto się bardzo usztywniło w zakrętach i przestało wychylać. Po zdjęciu stabilizatora można powiedzieć że odwróciłem ten proces i auto w mocnych zakrętach się odrobinę wychyla. Tak czy siak mniej niż fabryczne, kompletne sorento. Co dalej, w terenie jest śmiesznie (ale zdecydowanie na +) bo jadąc po większych nierównościach czuć jak buja przodem ( bo jest sztywny i ma stabilizator) po czym czuć jak tył leci poziomo ( most zarąbiście pracuje i nie buja tyłkiem) Testowo też upatrzyłem sobie jeden rów w okolicy i przejechałem go kilka razy atakując go pod kątem ok 45 stopni. Jaki tego finał? Ze stabilizatorem owszem przejechałem, ale trochę musiałem pokombinować, cofać, ruszać, ustawiać się. Oczywiście koła podnosiło, osie się krzyżowały itd. W końcu przejechałem. Po zdjęciu stabilizatora było zupełnie inaczej. Koła dużo niżej się odrywały od ziemi przy wykrzyżu i przy próbie przejechania tego samego miejsca w ten sam sposób, po prostu przejechałem. Miałem wrażenie jakby koła zdecydowanie dłużej miały kontakt z nawierzchnią... Nakręcę niedługo jakieś filmy i pokaże jak to wygląda...
Edit z dnia 29.10.2019
http://www.youtube.com/watch?v=upUI4ymFtBs&feature=youtu.be








